wtorek, 28 czerwca 2016

Dociekania psa

Liczyłam kilka razy. Najpierw w pamięci, ale to, co mi wyszło, uznałam za nieprawdopodobne. Jako że matematyki nie miałam już dawno, wzięłam kalkulator. Kilka kalkulatorów. Każdy pokazywał ten sam wynik. 2016-2009 za każdym razem okazywało się być równe 7. Więc to już 7 (słownie s i e d e m) lat wspólnie spędzonych z Luną.

Pamiętam dzień, w którym ją przywieźliśmy. Nie będę opisywać uczuć, które temu towarzyszyły. Wakacje mam, po co się wysilać intelektualnie, skoro pan Schulz zrobił to doskonale kilka dekad temu. Zobaczcie sami:
  "Ale przede mną leżała jeszcze cała przyszłość. Jakiż bezmiar doświadczeń, eksperymentów, odkryć otwierał się teraz! Sekret życia, jego najistotniejsza tajemnica sprowadzona do tej prostszej, poręczniejszej i zabawkowej formy odsłaniała się tu nienasyconej ciekawości. Było to nad wyraz interesujące, mieć na własność taką odrobinkę życia, taką cząsteczkę wieczystej tajemnicy, w postaci tak zabawnej i nowej, budzącej nieskończoną ciekawość i respekt sekretny swą obcością, niespodzianą transpozycją tego samego wątku życia, który i w nas był, na formę od naszej odmienną, zwierzęcą."
Przez siedem lat zastanawiałam się nad tą wieczystą tajemnicą. Próbując zrozumieć moje śmieszne zwierzątko czytałam Kafkę, Pascala, Nietzschego. Nie doprowadziło mnie to jednak do niczego (zawsze bawi!) konkretnego. Jedynie do kilku wątłych tez, które postanowiłam zebrać w jednym miejscu i pokazać światu.

Kontemplacja natury, schopenhaueryzm.

Nie mam pojęcia, kim jest Luna, ale zdecydowanie nie nadpsem. Bo analogicznie do nadczłowieka, nadpies powinien potrafić znieść wieczny powrót. Luna po dwóch rzutach piłką już z nią nie wraca, co dopiero tak całą wieczność!
Wydaje mi się, że może być po prostu psem-filozofem. Prawdziwą trzciną myślącą. Każdy kto ją przez dłuższy czas obserwował potwierdzi, że wygląda, jakby przez większą część życia toczyła egzystencjalne dociekania. Co jakiś czas orientuje się, że jednak jest (bo przecież chyba jest? Dyszy, więc jest. Tak to było u Kartezjusza?) zanurzona w jakiejś przestrzeni. Robi wtedy zdziwioną minę, na moment przypomina sobie o sprawach doczesnych, po czym wraca do swoich rozmyślań.


Chyba trochę Weltschmerz.

Myślę, że podczas tego swojego dociekania dawno już znalazła odpowiedź na pytania dręczące ludzkość przez tysiąclecia, jak na przykład "a cóż to jest prawda?". Jednak za każdym razem, gdy pytam ją o sens życia, ironicznie milczy. Może to i lepiej. Pewnie dowiedziałabym się, że Sensem jest chlebek, spanie i wychodzenie na spacer.

Pani Luna ironicznie milcząca.


Tak, WYCHODZENIE. (Skoro jakiś Zenon z Elei miał jakieś tam swoje paradoksy, to Lena chyba też może?). Luna najbardziej na świecie lubi wychodzić na spacer i wsiadać do auta. Nie lubi: spacerów i jazdy autem.

Dodatkowo w jej umyśle zachodzi swoisty trójpodział. Na rzeczy, których się boi, które można zjeść i które ma po prostu gdzieś. Ja należę chyba do trzeciej kategorii, względnie do drugiej.
Mimo to udało nam się przez te siedem lat doskonale ze sobą dogadać.  Właściwie jesteśmy całkiem podobne. Różnimy się tylko nieznacznie, przykładowo spacerach ja chodzę z głową w chmurach, ona - w dziurach (kopanie jest jej metodą szukania Sensu i Prawdy, zdecydowanie)


Fot. Grzegorz Bukalski

Krótka informacja dla wszystkich, którzy są przerażeni stopniem uosobienia mojego zwierzątka w tej notce. Spokojnie. Zdaję sobie sprawę z tego, że wszystkie moje teorie to pewnie jedno wielkie nieporozumienie.