sobota, 10 lutego 2018

Podsumowanie 2017

Jak zwykle spóźniona, jak zwykle w biegu, postanowiłam napisać podsumowanie roku 2017. Między egzaminem a egzaminem, selekcją zdjęć a ich obróbką. W krótkich przerwach od studiów i pracy patrzę na miniony rok, który widziany z coraz dalszej perspektywy sam się układa w swą ostateczność i woła jak się nazywa. Grzechem byłoby nie spróbować ubrać tego w słowa i pokazać światu.



2017 nie miał zbyt wysoko zawieszonej poprzeczki. Nastąpił po wyjątkowo paskudnym 2016, więc nie miałam żadnych planów czy oczekiwań. No może oprócz jednego - żeby już niczego mi nie zabierał. I, ewentualnie, dał coś, na co mogłabym czekać.

Brak planów to całkiem dobry plan. Bo, nie myśląc o tym za wiele, udało mi się zrobić więcej, niż byłabym w stanie sensownie zaplanować. Cztery Norwegie, trzy Alpy i masę Polski. Całkiem niezły wynik.

Teraz może czas na więcej liczb, bo liczby wyglądają poważnie, a przypominam, że jest to bardzo poważny blog o równie poważnej dziedzinie fotografii.

W 2017 roku wykonałam około 41 tysięcy zdjęć. To aż o 15 tysięcy więcej niż w roku poprzednim. Nie ma się jednak z czego cieszyć - znaczy to tylko tyle, że wymiana migawki/aparatu zbliża się nieubłaganie.

Zrobiłam 100 sesji zdjęciowych niezliczonej ilości psów. I czterem lisom.

Przekroczyłam granicę conajmniej 10 krajów. W tym dwóch przez przypadek.

Wydałam na benzynę i podróże najróżniejszymi środkami transportu tak wielką ilość pieniędzy, że mój mózg nie jest w stanie jej pojąć. Dlatego nigdy tego nie podliczyłam.

Skoro już przy finansach jesteśmy - dwa razy prawie zostałam obrzydliwie bogata. PRAWIE. W obydwu przypadkach okazało się, że ze względu na błąd systemu pewnego stocka, wciąż zamiast kalmarami czy innymi wykwintnymi potrawami muszę żywić się naleśnikami ze studenckiej stołówki.

Za sprawą artykułu na Boredpanda.com liczba wyników wyszukiwania frazy „Iza Lyson” w Googlach wzrosła do niemalże 100 000. To akurat bardzo cieszy, bo w takiej ilości informacji ciężej znaleźć moje przypałowe zdjęcia z konkursów w podstawówce.

Moje zdjęcia zostały wydrukowane w 6 magazynach. I jednym przepięknym kalendarzu wyprodukowanym przez Swarovski Optik.

Nie tylko Magazyny publikowały moje prace. W 2017 roku można było je oglądać również na dwóch wystawach w Krakowie, które powstały dzięki współpracy z karmimypsiaki.pl

Jeśli miałabym ocenić, gdzie spędziłam najwięcej czasu w roku 2017, na pierwszym miejscu zdecydowanie uplasował by się Photoshop. Wybór drugiego i trzeciego miejsca wpędza mnie w niemałą konsternację (łóżko czy uniwersytet?).

W 2017 roku napisałam 6 notek na bloga. Czterech nie opublikowałam (jeszcze!).

Liczby liczbami, ale blog o fotografii powinien zawierać też choć kilka zdjęć w notce. Dlatego chciałabym zrobić szybki przegląd kadrów wykonanych w minionym roku, tych niepublikowanych i tych, które z jakiegoś powodu znalazły szczególne miejsce w moim sercu. 

Styczeń 
Paskudny fotograficznie miesiąc. Nie wyobrażacie sobie, jak okropnie jest wykonać najlepsze zdjęcie roku już na samym jego początku. 

Minął rok, a to zdjęcie wciąż jest udostępniane w różnych szalonych miejscach. Np. na instagramie nikon.kazakhstan



I pieski. W styczniu fotografowałam też pieski:





Luty
Znowu lisy






I pieski









I nawet kotki:



Marzec





Sesja bezdomnych piesków na wystawę dla karmimypsiaki.pl



I pierwsza wizyta w hodowli psów faraona 💕

Fot. Grzegorz Bukalski
Kwiecień

Vee Roksany wraz z siostrą jadą do nowego domu 💕



Jedno z pierwszych zdjeć wykonanych analogiem
Powtórka kadru ze stycznia





Maj 









Czerwiec
To był prześmieszny miesiąc. 8 egzaminów, 7 sesji zdjęciowych. I udało się to wszystko pogodzić, jakimś cudem.





















Lipiec
Miesiąc podróży. Norwegia na 10 dni, dzień przerwy, Alpy na 10 dni.























Sierpień









Wrzesień


















Październik

Kolejna sesja dla karmimypsiaki.pl:





I szczeniaczki 💕














Listopad

4 dni w Alpach? Czemu nie!









A po powrocie sesja małego Vengera



Grudzień











+ Norwegia po raz czwarty!



















Plany i postanowienia na 2018? Pokonać jak najwięcej granic. Po prostu.