środa, 25 marca 2015

Krótko o fiszaju

Witam Was serdecznie!

Od dłuższego czasu próbuję napisać notkę o wernisażu lecz wyjątkowo mi to nie idzie, więc zamiast tego spróbuję skleić kilka zdań na temat obiektywu fisheye.

Chociaż niewiele osób decyduje się na fotografię psów tym obiektywem, po zmianie systemu z Canona na Nikona drugim słoikiem jaki nabyłam była Sigma 15 mm f/2.8 EX DG Fisheye.
Dlaczego?
Odpowiedzi, które nasuwają się na myśl może być kilka, np. "mam nie po kolei w głowie". Nie zaprzeczam prawdziwości tej tezy, jednakże głównym powodem sfinalizowania tego zakupu była  chęć zrobienia czegoś innego, fotografowania psów w nowatorski sposób. Zniżając się do ich poziomu, albo nawet poniżej niego, podchodząc tak blisko jak tylko się da, wciskając im soczewę do nosa, by zrobić śmieszniutkie zdjęcie wielgachnej głowy i maleńkiego ciałka.
Tak, zdecydowanie mam nie po kolei w głowie. No ale który fotograf zwierząt jest normalny?! Przecież każdy z nas biega za psami po krzaczorach i kładzie się w błocie, żeby zrobić to IDEALNE ujęcie (oczywiście później dochodzimy do wniosku, że kadr byłby lepszy bez tarzania się w kałużach i wszystko poszło na marne).

Jak wygląda fotografowanie tym obiektywem?
Żeby nie pisać zbyt wiele - mniej więcej tak:
Tak:
(Wszystkie zdjęcia wykonała Alicja Zmysłowska)
Czyli, tak jak już wspominałam, zdjęcia wykonywane są z bardzo małej odległości. Dlatego przy zakupie fisheye z myślą o fotografii zwierząt, warto zwrócić uwagę na odległość ostrzenia od matrycy (w moich obydwóch sigmusiach jest to 15cm, czyli potrafią wyostrzyć obiekt niemalże dotykający przedniej soczewki).

Mimo że ogniskowa wynosi 15mm, to przy fotografowaniu obiektów znajdujących się blisko soczewki głębia ostrości jest stosunkowo mała. Wystarczająco mała, żeby zdarzyło się, że autofocus nie trafia dobrze z ostrością. I wbrew pozorom, to na prawdę widać! Np. tutaj:


TUTAJ możecie sprawdzić że nie kłamię, na prawdę jest nieostre na oczach, czyli tam gdzie powinno.
Ale żeby nie było, że nie umiem złapać ostrości!








W ruchu autofocus też radzi sobie całkiem nieźle.





I na koniec miód na me serce, czyli jakie rzeczy można zrobić ze zdjęciem z tego obiektywu + pełną klatką. I to na ISO 1600!
Oryginał:

A po cropie... :D

Na moim flickrze możecie pooglądać zdjęcia w większym rozmiarze, przybliżać je lupką doszukując się wszelkich niedoskonałości, a następnie wysyłać znajomym z dopiskiem "boziu jaki lamer, nawet ostrego zdjęcia nie umie zrobić", "o matko jakie szumy" albo "kupiła sobie obiektyw za XXXX złotych, a zdjęcia i tak wyglądają jak z KITa ;)"
Nie przesadzajcie jednak, bo Luna może popatrzyć na Was z pogardą! Tak jak tutaj, strzeżcie się:

Nie wstydźcie się pytać o cokolwiek w komentarzach, będzie to wskazówką do mojej kolejnej notki, porównującej fisza, którego używałam do Canona i obecnego. Powstanie ona pewnie za X miesięcy, jak już wystarczająco poznam nową puszkę ;)

Pozdrawiam serdecznie,
Iza

3 komentarze:

  1. Fisheye wygrał wszystko przy zdjęciu bearded collie na Starówce :) A ja jestem ciekawa jak ogólnie oceniasz przydatność tego obiektywu? Wolisz go czy jednak standardowe portretówki?

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoje zdjęcia robione fisheyem są naprawdę genialne! To prawda, fotografia zwierząt nie polega na zwykłym ustawieniu modela i zrobieniu zdjęcia, ale przedstawieniu go z jak najlepszej strony (niekiedy tej śmiesznej).
    Pozdrawiam! :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Fisheye rządzą! Zdjęcia np. budynków robione z pomocą tego obiektywu są urocze, a co dopiero zdjęcia psiaków!
    Pozdrawiamy, G&M

    OdpowiedzUsuń